sobota, 4 marca 2017

Kuloodporna Husaria, czyli słów kilka o bojach ze Szwedami.

Polska husaria była tak groźnym przeciwnikiem, że sam Król Szwecji, Gustaw Adolf opracował nową taktykę, specjalnie na bitwy z polskimi wojskami. Husarzy jednak zdawali się być niemalże kuloodporni. Dzisiaj przyjrzymy się reformie armii szwedzkiej i jej efektom w walkach z Polakami.

Gustaw Adolf - król Szwecji, wspaniały wódz i taktyk był autorem reformy armii szwedzkiej, która polegała między innymi, na zwiększeniu siły ognia muszkieterów. W dużym skrócie - dzięki nowej taktyce aż sześć rzędów strzelców mogło oddać strzał, a nie jeden, jak było do tej pory. Szwedzki władca zwany Lwem Północy zdecydował się na tę reformę wskutek bolesnych porażek, jakich doświadczały jego wojska w walce z polską husarią.





Pierwszym starciem w którym Szwedzi zastosowali nową taktykę przeciw polskiej armii była bitwa pod Gniewem, która miała miejsce w dniach od 22 września do 1 października 1626 roku. Husaria posiadała bardzo niekorzystne warunki - zmuszona była pokonać wał przeciwpowodziowy, poruszać się po sypkich piaskach, w dodatku była ostrzeliwana przez wojska Króla Gustawa Adolfa. Szacuje się, że na początku starcia wystrzelonych w kierunku Polaków zostało około 1700 pocisków i 18 kartaczy. Można powiedzieć, że liczby te robią wrażenie, ale jeśli spojrzymy na liczbę zabitych, to skuteczność Szwedów wydaje się być śmieszna. Zginęło wtedy zaledwie... 50 (pięćdziesiąt!) jeźdźców!

Następne dni nie przynosiły poprawy "wyników". 29 września, w kierunku husarii wystrzelono około 1800 kuli i 25 kartaczy, które zabiły niespełna 40 osób. Oczywiście nie oznacza to, że armia Lwa Północy nie umiała strzelać celnie. Z pewnością wiele pocisków trafiało w polskie wojsko, dlaczego więc ginęło tak niewielu jeźdźców?




Trudno trafić w ruchomy cel, należy więc przyjąć, że niektóre kule przeleciały obok husarzy, dosłownie ocierając się o zbroje. Ponadto, wspominałem jedynie o martwych żołnierzach, a przecież wielu mogło zostać trafionych, ale przeżyć, odnosząc bardziej lub mniej ciężkie rany. Należy także pamiętać, że istniały duże szanse (większe nawet od trafienia husarza) na to, by wierzchowce odniosły rany, co mogło być dodatkowym kłopotem dla Szwedów. Ktoś spyta dlaczego?


Dlatego, że konie były bardzo odporne na rany. Jak pisał Jan Chryzostom Pasek w swoich pamiętnikach: pode mną konia (...) postrzelono w pierś, cięto berdyszem w łeb i (...) w kolano. Jeszcze bym go był zażył, gdyby nie ta kolanowa rana. Postrzelony koń nie padał, chyba, że został zabity, bądź doznał poważnych obrażeń nóg. Ranne zwierzęta wpadały w nieprzyjaciela na oślep, tratując go i siejąc panikę i dezorientację w jego szeregach.



Lew Północy dowodząc swoją armią musiał czuć trwogę, widząc, że nowa taktyka nie przynosi wielkich efektów, a jego żołnierze zapewne odczuwali bezsilność, gdy wystrzeliwane pociski nie powstrzymywały ataku wroga. Nic więc dziwnego w tym, że polska husaria po dziś dzień jest pamiętana jako niezwykła i potężna formacja wojskowa.



Łukasz Wąchała




Bibliografia:
Radosław Sikora, Fenomen husarii
Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki



1 komentarz:

  1. Wyniki były tragiczne ale... Dla polaków. Tej husarii ile było? 350? 450? to były więc ogromne straty, i gdyby potrwało to jeszcze parę dni to husaria mogłaby przestać być jakimkolwiek zagrożeniem. Pamiętaj autorze że wojnę przegraliśmy.

    OdpowiedzUsuń